niedziela, 5 stycznia 2014

Joseph Scapellato, „Historia życia”

Mężczyzna żyje z kobietą, którą kocha wystarczająco mocno, by z nią być, ale nie na tyle, by się z nią ożenić albo mieć z nią dzieci. Wie, że mógłby kochać inne wystarczająco mocno, by się z nimi ożenić i mieć z nimi dzieci, ale nie jest typem człowieka, który by ich szukał, będąc z nią.

Czasami słowo „kocha” nie oddaje tego, co czuje. Jest zbyt drobne. A może zbyt monumentalne.

Czasami pasuje samo „wystarczająco”. Mówi do siebie: „Nie wystarczam jej wystarczająco”.

„Nigdy nie wystarczę jej wystarczająco”.

Ona kocha jego wystarczająco mocno, by z nim być, wyjść za niego i mieć z nim dzieci, ale za mocno, by zmuszać go do bycia kimś, kim on nie jest. Wie, że mogłaby znaleźć innych, którzy kochaliby ją wystarczająco mocno, by się z nią ożenić i mieć z nią dzieci. Ale co z tego.

Czasami słowo „kochać” jest zbyt bezpośrednie. „Synchronizować” brzmi lepiej. „On jeszcze się ze mną nie zsynchronizował”.

„On nigdy się ze mną nie zsynchronizuje”.

On jest chudy, ma sterczącą bródkę i kiedy idzie, patrzy prosto przed siebie. Ona jest pełnych kształtów, chodzi kołyszącym krokiem, a kiedy jest sama, śpiewa arie operowe. Nie są parą tradycyjną w tym samym znaczeniu, co ich rodzice, ale są na tyle środkowozachodni, by chcieć wziąć ślub i mieć dzieci, nic nie mogą na to poradzić, mają to we krwi.

On zostaje, zostaje i zostaje. Ona wie.

Uwielbiają razem mieszkać. Mają psa, grają ze sobą w karty, gotują i pieką, i wymierzają sobie żartobliwe klapsy w pupę. Mają wspólnych przyjaciół, z których niektórzy biorą ślub, a inni się rozstają. Oboje mają dobrą pracę, w której dobrze im idzie.

Dalej uwielbiają ze sobą mieszkać, za wyjątkiem chwil, kiedy myślą albo rozmawiają o małżeństwie albo o dzieciach. Gdy o tym rozmawiają, jest to tylko powtarzanie znanych im już poglądów. Mają już trzeci krzyżyk na karku, maleńka sala bankietowa bez stołów, krzeseł, ani wykładziny na podłodze.

Lata nawarstwiają się przed nimi, tworzą wieżę, wieżę, obok której przejdą.

Ona myśli: „Może już nigdy się z nim nie zsynchronizuję”, a kiedy śpiewa, ma ochotę ugryźć się w nadgarstek, albo uściskać psa, albo postanowić powiedzieć sobie któregoś dnia, że nie będzie jej odpowiadało, jeżeli on zostanie na zawsze.

On myśli: „Może nie odpowiadam jej wystarczająco”, a kiedy dotyka swej bródki, raz po raz zdaje sobie sprawę, że to niemożliwe, by coś takiego wyrastało mu z twarzy.

Originally published by Fictionaut.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz