wtorek, 7 stycznia 2014

Lindsey M. Brummerhop, „i cały ten czas”

jest coś tak skupionego w dźwięku klawisza fortepianu.
uporządkowany, lecz melodyczny. precyzyjny.

a zarazem w jakiś sposób kojący.

- a więc co na przykład poprawia ci humor, Alicjo? – podnosi wzrok na moment, poważnie rozważając pytanie.
- średniki i słowo jednocześnie.

aliteracja.

- aliteracja, Alicjo?

absolutnie tak.

boli już o wiele mniej niż miesiąc temu.
- co takiego?
wszystko.

ból znacząco się zmniejszył. wspominam cię zaledwie kilkaset razy dziennie zamiast kilku tysięcy. mruganie oczami jest o wiele łatwiejsze niż w zeszłym tygodniu. raz na jakiś czas jestem w stanie odetchnąć zamiast przyglądać się zdjęciu waszej dwójki w poszukiwaniu. jakiegoś. wyjaśnienia.

nieprawdy.

ale tak, fortepiany.
one też pomagają.

zamieniają całą tę katastrofę w rodzaj liryki.

kolejna scena w scenariuszu, trzy czy cztery strony temu, zaznaczona, a potem przekreślona. zredagowana.
sfinalizowana.

namacalnie zapomniana przy pomocy długopisu i bardzo konkretnych rozproszeń uwagi. kubek z kawą umieszczony dokładnie nad nazwiskiem bohatera.
nagle nie jesteś już powodem, dla którego muszę znieruchomieć na moment w środku dnia i przełknąć szloch, którego nikt inny nawet nie widzi; nie.
nie, zamiast tego cały nasz związek staje się opowieścią, którą ci zwracam.

ze zmienionymi imionami.

i lepiej napisaną.

Originally published by Backhand Stories.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz