wtorek, 24 grudnia 2013

Rebecca Meacham, „Chłopiec, który spłonie"

Wystawa Światowa, Paryż, 1878 r.

Chłopiec, który spłonie, biegnie szerokimi ulicami, rozwiewając kobietom spódnice, gubiąc czapkę. Jeszcze nie stoi w ogniu. Teraz jest Królem Wiatru, chłopcem ze skrzydłami, latawcem. Matka krzyczy: - Arrête! – a on upada. Znajduje się przed krytymi strzechą chatami z namalowanym napisem „Les Aborigines!”. Mężczyźni ciskają wysoko w niebo ogniste patyki. Podrzucają je i chwytają stopami. Zataczają nimi koła i chłopiec, który spłonie, widzi unoszący się w powietrzu ognisty krąg. Krąg ognia jest okiem smoka. Oko mruga.

Chłopiec, który spłonie, widzi nagie ramiona i nogi. Ciskający ogniem mężczyźni mają skórę jak cukierek. Chłopiec, który spłonie, ma skórę jak śnieg. Matka gotuje cukier w garnku, miesza, aż zabulgoce. - Il pleut sur la dragon – mówi, lejąc śmietankę jak deszcz, a bulgocąca masa syczy i pryska. Unosi się para: oddech smoka. Cukier ciągnie się. Matka kręci esy-floresy, nabiera karmelu na patyczek, podaje mu do ust, czeka na jego pocałunek.

- Bonjour, Monsieur Dragon – mówi chłopiec, który spłonie, do mrugającego oka. Mijając kryte strzechą chaty podbiega do brązowoskórych mężczyzn. Ujmuje smocze płomienie w biel swych dłoni.


Lecz smok połyka go. Pomiędzy jego zębami chłopiec, który spłonie – płonący chłopiec – widzi Matkę nurkującą niczym sójka. Mężczyźni w cylindrach rozpościerają czarne skrzydła i okrywają go piórami. Płonący chłopiec krzyczy, krztusząc się, czepiając się chłodu głęboko w smoczym brzuchu. Skóra mu kipi, biała, czarna, czerwona jak kiełbasa. Nie potrwa to długo. Płonący chłopiec pragnie czubków matczynych palców. W całym wielkim świecie nie ma słodszej rzeczy.

Originally published by Wigleaf.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz