czwartek, 26 grudnia 2013

Cameron Porsandeh, „Stare nic”

- Jak myślicie, kiedy skończą? – zapytał siwowłosy mężczyzna przy oknie.

- Och, sądzę, że prędzej czy później – odparł ten, który właśnie był strzyżony. Minęło już trochę czasu, od kiedy ostatni raz był u fryzjera.

- Zdumiewające, jak długo on się trzyma – powiedział pierwszy.

- Nic w tym zdumiewającego. Ma jakiś wybór? – Wszyscy przez chwilę trawili te słowa.

- Pewnie ma pan rację.

- Oczywiście, że mam.

Fryzjer, które zwykle milczał, tym razem włączył się do rozmowy.

- Dobry był z niego klient – powiedział.

- Co takiego? – zapytał strzyżony.

- Dobry klient. Strzygł się co dwa tygodnie. Nigdy nie narzekał. Zawsze dawał szczodry napiwek.

Nikt nic nie powiedział.

- Myślicie, że ma rodzinę? – zapytał mężczyzna przy oknie.

- Nie. Jest na to o wiele zbyt młody – odparł fryzjer.

- Nie pytam o dzieci. Mówię o rodzinie w ogóle.

- Nie mam pojęcia – rzekł fryzjer.

Mężczyzna przy oknie poszedł na zaplecze, by dolać sobie kawy, po czym wrócił na miejsce.

- Całkiem jak zwierzę.

- Kto? – zapytał strzyżony, któremu fryzjer właśnie skracał boki. W głębi ducha zastanawiał się, czy ktoś, kto ma tak mało włosów, powinien w ogóle zawracać sobie głowę chodzeniem do fryzjera.

- Myślę, że wszyscy. Bijący i bici.

- Zabawnie pan to ujął – powiedział fryzjer.

- Co ująłem?

- Nazywając ofiarę „bitym”.

- Tym właśnie jest, nieprawdaż?

Nikt nic nie powiedział.

- Prawda jest taka... – rzekł mężczyzna przy oknie – prawda jest taka, że nigdy nie wiadomo.

- Czego nie wiadomo? – zapytał strzyżony, któremu fryzjer namydlał właśnie kark.

- Czy na to zasłużył czy nie. – Cisza. – Chociaż powiedziałbym, że nikt na to nie zasługuje. – Popatrzył na swoją kawę.

- Smutne, lecz prawdziwe – rzekł fryzjer.

- Co?

- Że nic nie dzieje się bez powodu. – Na moment przestał golić siedzącego przed nim mężczyznę i wyjrzał przez okno. Piana z brzytwy zsunęła mu się po przedramieniu i spadła na czubek buta. – Do diaska – mruknął.

- To tylko piana – powiedział mężczyzna przy oknie.

- Do diaska mimo to. – Fryzjer przeszedł na drugi koniec pomieszczenia i wytarł but ręcznikiem.

- Trzeba na to spojrzeć inaczej – rzekł strzyżony. – Wszyscy ludzie grzeszą, a więc wszyscy zasługują na karę. Bity zasłużył sobie na to w ten czy inny sposób. Zaprzeczyć temu to twierdzić, że jest bez skazy.

Nikt nic nie powiedział. Słońce wyjrzało zza chmur.

- Myślicie, że upał ich spowolni? – zapytał mężczyzna przy oknie.

- Kogo?

- Bijących oczywiście.

- Sądzę, że tak – odparł fryzjer. – Upał zawsze męczy. Słońce odbiera siły.

Do zakładu wszedł kolejny mężczyzna. Dzwonek nad drzwiami zadzwonił cicho.

- Przyjmuję tylko po umówieniu – powiedział fryzjer.

- Ale ja potrzebuję się ostrzyc – odparł mężczyzna. – Mogę poczekać.

Ten przy oknie zaśmiał się cicho. – Kawałek dalej jest zakład, któremu przyda się klient. Idź pan tam.

Mężczyzna wyszedł nic nie mówiąc.

- Czytaliście dzisiejszą gazetę? – zapytał strzyżony, któremu fryzjer wyrównywał właśnie tył.

- Trochę – odparli obaj.

Na te słowa pijący kawę zebrał swoje rzeczy i życzył wszystkim miłego wieczoru. Przestąpił przez próg i zwrócił się w stronę bójki, chociaż miał iść w przeciwną. Podszedł bliżej i zapytał, gdzie znajdzie najbliższą restaurację. Bity, cały zakrwawiony, podniósł głowę i wskazał na Hastings, miejsce dobrze znane.

- W gruncie rzeczy szukam czegoś odrobinę bardziej szykownego, jeżeli rozumiecie, co mam na myśli.

Tamci znieruchomieli. Bity nie podniósł głowy. Jeden z bijących powiedział wreszcie: - Dwie przecznice stąd jest Trent’s. Podają dobrą rybę.

- Dziękuję panu. – Mężczyzna dopił kawę i ruszył przed siebie.

Originally published here.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz